Gdybym tylko miała jego numer... Niestety nie mam. Jeśli wystawie go do wiatru pomyśli, że go nie lubię. A nie mogę iść, bo to najważniejsze spotkanie w życiu mojej mamy.
Jestem pewna, że nikt z moich znajomych nie ma jego numeru. Przyjaźnie się właściwie tylko z Jen. Ona na pewno nie miała jego numeru. Wszystkich chłopaków trzymała raczej... Na dystans. Nawet szkolnego przystojniaka do którego wzdychają prawie wszystkie dziewczyny. Ale nie ona.
-PRZESTAŃ MNIE DENERWOWAĆ! - krzyknęła moja mama wciąż stojąc w drzwiach. -Wytłumaczysz mu wszystko w poniedziałek w szkole. - powiedziała odrobinę spokojniej.
-Masz racje. Będzie dobrze. - powiedziałam z zatrzaśniętą szczęką.
Próbowałam się przekonać. Jednak to nie było takie łatwe. Co ja mam mu niby powiedzieć. "Sory, że nie przeszłam, ale były sprawy ważniejsze" a kiedy spyta "Jakie?" To pomimo tego, że pewnie i tak będzie mu już przykro, powiem "Wszystkie" bo moja mama zabrania mi mówić o jej pracy w szkole, a ja na nic innego nie wpadnę. Nawet ja nie wiem kim moja mama jest z zawodu. Wiem tylko, że robi coś w marketingu i księgowości.
Gdy byłyśmy już przed jakimś dziwnym wielkim szklanym wieżowcem (na miejscu) byłam totalnie załamana. Dochodziła 16:00. Moje ręce zaczęły lekko drżeć.
-Gotowa? - spytała moja mama kiedy wchodziłyśmy do środka.
-Tak. - powiedziałam bez przekonania.
Spytałam recepcjonistkę gdzie mamy się udać. Podała nam piętro i numer pokoju.
-Winda jest o tam. - powiedziała wskazując palcem na drzwi od windy znajdujące się na przeciwko recepcji. -Do widzenia i życzę miłego dnia.
W windzie unosił się zapach nowego samochodu i męskich perfum. Nic dziwnego. Jedyna kobieta pracująca w tej firmie jaką widziałam, to recepcjonistka. Wszyscy inni pracownicy to kasiaści posiadacze bugatti i mercedesów.
-Ósme. Wychodzimy. - oznajmiła moja mama.
Bez słowa doszłyśmy do sali w której miało odbyć się spotkanie.
-Good Afternoon. - powiedział łysy facet w fioletowym garniturze z czerwoną muchą.
Wszyscy w pokoju wstali. Wszyscy czyli ten łysy koleś, inny siwy, w zwykłym, czarnym garniturze oraz kobieta w średnim wieku która najbardziej przykuła moją uwagę. Miała wielkie okulary w grubych, zgniłozielonych oprawkach. Do tego miała niebieską koszulę i jaskrawo różową spódnice do ziemi.
-Good Afternoon. - odpowiedziałam kiedy podawałam rękę każdemu z nich.
Moja mama z pewnym zakłopotaniem przytakiwała robiąc to co ja.
-Well, I think we can start.- powiedziałam.
***Po spotkaniu***
-Wiesz, chyba się już zdecydowałam. - powiedziała moja mama podczas kolacji. -Wibieram firmę tej kobiety. Ma wyższe wynagrodzenie. Dostane dom blisko centrum
-Ale wynagrodzenie tego od pracy w naszym mieście jest wyższe.
-No tak. Ale miałabym daleko do pracy.
-No ale... Przecież... To jest w Brighton. - powiedziałam z załamującym się głosem.
-A ten w fioletowym to... Źle mu z oczu patrzę. Poza tym nie proponuje niczego nadzwyczajnego. - powiedziała sucho.
-Ale przecież jak się przeprowadzimy, to wtedy będę musiała zostawić Jen! - powiedziałam z łamiącym się głosem.
-Oh, nie dramatyzuj. Znajdziesz sobie nowe koleżanki. Będzie dobrze. - powiedziała poddenerwowanym głosem i wyszła z jadalni.

